Macierzyństwu zawdzięczam bardzo wiele. I nie będzie tutaj mowy o dzieciach, które bez wątpienia są moimi dwoma największymi skarbami. Pisząc, najczęściej skupiam się na tym, ile to macierzyństwo poświęcenia ze sobą niesie. Pisałam kiedyś tutaj, tutaj i tutaj o rozwoju, o tym, żeby życie nie przeciekało nam przez palce, żebyśmy będąc matkami, jednak nie rezygnowały z siebie. By z roku na rok być lepszym człowiekiem, wiedzieć więcej, więcej potrafić, by się rozwijać i nie stać w miejscu. No i właśnie tutaj wkracza macierzyństwo. Zabiera wiele, ogranicza? Czy wnosi w życie, wymusza na nas?

Bycie matką, to niezła próba charakteru. Rola ta wymaga od nas kobiet przeogromnej siły. Gdy pojawiły się dzieci, taką jedną, bardzo przybierającą na znaczeniu w moim życiu cechą, stała się cierpliwość. Wbrew pozorom łatwiej zachować fason w pracy. Pracując z dorosłymi ludźmi nie musisz wielokrotnie czegoś tłumaczyć. Nie musisz robić czegoś dla czyjegoś dobra, jednak wbrew jego woli. Gdy coś Cię zdenerwowało, zawsze mogłaś wyjść na chwilę, odetchnąć lub powiedzieć sobie, że to tylko praca. W życiu nie przyszło Ci na myśl krzyczeć z nerwów w miejscu pracy.

Co z tym dziecięciem naszym ukochanym, które tak potrafi wyprowadzić z równowagi, że niemal wychodzimy z siebie i stajemy obok?? Najukochańsze kochanie ma siłę większą, niż armia znielubionych współpracowników:)) Taak. Macierzyństwo nauczyło mnie cierpliwości. I ciągle uczy. Każdy dzień to moja wielka próba.

Kiedyś myślałam, że jestem stworzona do tego, by być nauczycielem. Myślałam, że predyspozycje wyssałam z mlekiem matki. Nic bardziej mylnego. Spędziłam ponad setkę godzin w szkole, w różnych grupach wiekowych i po tej dawce praktyk miałam już pewność, że nigdy więcej w to miejsce nie wrócę. Bo dzieci, to ludzie, to samomyślące istoty, do których trzeba mieć cierpliwość anielską! Na które podziałać może tylko odpowiednia argumentacja. A ja tyle cierpliwości natenczas nie miałam. Na co dzień zmagam się ze swoją nerwowością, gram przed dziećmi osobę spokojną i zrównoważoną, gdy próbując utrzymać nerwy na wodzy, patrzę na rozrzucone po podłodze buraki i spokojnym głosem mówię do małej, żeby się nie denerwowała, bo zdrowia jej szkoda. Po czym zabieram się po raz piąty i dziesiąty tego dnia za sprzątanie. Wspinam się na wyżyny sztuki opanowania i na błysk swoją cierpliwość poleruję. Piszę o tym, bo po zmaganiach z kryzysem dwulatka, obserwuję ogromną tendencję zwyżkową. I choć najlepsze dopiero przede mną, to ja temu macierzyństwu właśnie za tę moją cierpliwość jestem wdzięczna.

Jak u Was z tą cierpliwością?

Poniżej kołderki minky + bawełna. Dwie z trzech, które mam zamiar podarować dzieciakom pod choinkę. Prace trwają i rozciągają się niemiłosiernie, bo szyję je z doskoku. Milutkie, mięciutkie, cieplutkie. Mam nadzieję, że w swej roli sprawdzą się doskonale. Przy tym miłe dla oka.

SAMSUNG CSC

 

SAMSUNG CSC

 

SAMSUNG CSC