pobrane (2)

Zdjęcie źródło: www.abro.net.pl

Może to niezbyt dobre, piszę pod wpływem buzujących we mnie emocji. Jak ugryźć ten temat, jak się wyrazić, by oddać to, co chodzi mi po głowi? By nie przesadzając, w pełni oddać atmosferę zaistniałej sytuacji?

Wybraliśmy się dzisiaj z dziećmi do muzeum!!! W tym miejscu od razu powinnam zostać obluzgana przez zagorzałych miłośników sztuki. Jednak już tłumaczę, bo udaliśmy się tam nie po to, by oglądać obraz da Vinci. Bynajmniej! Od dłuższego czasu mieliśmy na oku przyjemną, przyjazną, przystępną wystawę o modzie w PRLu, tę z pięknymi sukniami. Tematyka to niezwykle ciekawa również dla naszej samozwańczej „małej księżniczki”. Sala przepełniona ludźmi, gwarem, swobodnymi rozmowami, komentarzami na temat ówczesnej, a jednak tak bliskiej naszym czasom mody. W tak przyjemnej atmosferze wystawa tylko zyskuje na wartości. Jednak nie dzisiaj, nie dla nas.

Uściślając, by zostać właściwie zrozumianą…na brak empatii nie narzekam. Wielokrotnie pisałam na łamach bloga, że moje dzieci bywają w przeróżnych miejscach publicznych. Jednak gdyby zdarzy się, że zachowują się w sposób mogący zakłócić spokój innych, nie mam problemu ze spakowaniem berbecia i wyprowadzeniem go. Zwolenniczką wychowania bezstresowego, tego w stylu „moje dziecko bóstwo, może wszystko” też nie jestem! Chodzimy razem do tych miejsc, bo one są tam grzeczne. Gdyby było inaczej, sama nie wytrzymałabym napięcia. Ciężko znoszę płacz i krzyki dziecka, nie przeszło mi przez myśl, by narażać na to obcych. Bywało i tak, że w okresie kryzysu dwulatka, dokładnie około drugich urodzin, miejsca publiczne omijaliśmy szerokim łukiem (wstyd nam było wychodzić, że tak to ujmę;)).

Dzisiaj wyszłam z muzeum nie dlatego, że któreś z moich dzieci było niegrzeczne. Jedno senne, niemal milczące jechało w wózku, drugie poruszało się po sali nieco szybciej niż dorośli i z ciekawości kilka razy dotknęło eksponatów. Butów oraz manekina dziewczynki, który był niezwykle uroczy i sama nie mogłam mu się oprzeć. Do tego ta sekcja przedstawiała akurat odzież wykonaną na szydełku i na drutach. Tym bardziej podeszłam bliżej, by móc się przyjrzeć.. Dziecko przekroczyło linię, to fakt, ale ilu dorosłym się to dzisiaj nie zdarzyło? Dotknąć tkaniny, by zbadać fakturę? Specyfika wystawy chciałoby się rzec. Jednak nikt z dorosłych, a to my od razu zostałyśmy skarcone surowym wzrokiem oraz uraczone niezwykle nieprzyjemnym i donośnym hasłem: „proszę pilnować dziecka”. Dziesięć kroków dalej jakaś młoda kobieta 20-30 lat, nie będąca nawet częścią obsługi, z oburzeniem oświadczyła: „tego nie można dotykać!”.

Ale! Żyjemy w społeczeństwie, w którym dzieci zaczyna się traktować na równi z psami! A jednak dziecko to istota ludzka i tych praw musi mieć znacznie więcej. Gdy podczas upalnych wakacji śmiałyśmy z sąsiadkami urządzić dzieciakom na naszym blokowisku, w cieniu pod własnymi oknami piknik, kilka osób powiedziało, że sobie tego nie życzą, bo dzieci im przeszkadzają.

Drogie matki, chyba musimy zacząć się bronić, bo za chwile zastaniemy znaki zakaz wyprowadzania dzieci lub przed takowym wyjściem będziemy zmuszone je krępować, by nie śmiały szybciej się poruszać i zaklejać im usta taśmą. Nie roszczę sobie praw do tego, by moje dzieci bezkarnie zakłócały spokój innych. Chcę, by były traktowane jak ludzie. Ja daję spokój Wam, więc dajcie mi go i Wy!