Wybierając się na drugi urlop macierzyński, snułam wraz ze znajomymi w pracy wizję błogiego leniuchowania na leżaczku z kieliszkiem… wody:) Podczas gdy moje dwie uskrzydlone pociechy będą korzystać z uroków ogrodu. Mieli mi tego zazdrościć! Rzeczywistość jak zwykle okazała się inna. Nie raz i nie dwa to ja tęskniłam za tym, by móc się zaszyć przy biureczku z ciepłą kawą, odwrócić się do kogoś, zamienić słowo, wyjść w porze lunchu na lunch;) Takie to życie jest przewrotne. Przeprowadzka sporo się opóźniła, ogród jeszcze długo nie miał nawet trawnika, a my lato spędziliśmy smażąc się na przyblokowym skrawku zieleni, z którego i tak ktoś co chwilę chciał nas wyrzucić.

Doczekałam się jednak. Nic nie stoi na przeszkodzie aby powoli zacząć urzeczywistniać moje marzenie. Dzieciom do szczęścia potrzeba tak niewiele. To nam się wydaje, że marzą o wielkich, pięknych, drogich zabawkach i ogromnym placu zabaw pod domem. Zainteresować potrafi je byle drobnostka, a znudzić szybko nawet najpiękniejsza zabawka pod słońcem. Póki co, trwają prace końcowe nad ślicznym drewnianym domkiem, który im sprezentowaliśmy. Jeszcze kilka ruchów pędzlem, zasłony, sprzątanie i będziemy pokazywać. Ja w międzyczasie, by umilić im czas, dodałam coś od siebie. Znane wszystkim tipi uszyłam z przedstawionego tutaj wodoodpornego materiału, który idealnie sprawdza się na zewnątrz. Do środka namiotu uszyłam dużą poduchę i kilka różnej wielkości jaśków, wypełnionych granulatem styropianowym. Daje mi to popołudniami jakieś 30 min na leżaczku z książką:), a dzieciom mnóstwo radości. Czyli jednak z opóźnieniem, ale wyszłam ma swoje.

Kilka chwil przy maszynie, w tym same linie proste, a zabawom nie ma końca. Dziecięca wyobraźnia nie zna granic. Ostatnio namiot stał się szpitalem polowym dla konika i lalki, którzy spadli z ciężarówki. Mam wrażenie, że nawet dzieci z pobliskiego sąsiedztwa, wyposażone każde z osobna w piękne place zabaw, chętnie wpadłyby do nas na piknik.

Pamiętajcie, liczy się pomysł, nie pieniądze:)

Do namiotu miał dołączyć okrągły tunel, ale nie poradziłam sobie z doborem odpowiedniego druta. Jeśli macie na swoim koncie takie dzieło, to koniecznie sprzedajcie mi patent!

image

image

image

image

image

image

 

image