Nam kobietom ciężko dogodzić! Natura dała tyle dobrego, a i tak stale tu nam czegoś brakuje, tam znowu czegoś za dużo… No bo czy ktoś kiedyś spotkał kobietę zadowoloną w stu procentach z siebie, ze swojego wyglądu, taką, która kocha i akceptuje siebie w całości i nie chce czegoś w sobie zmienić? Ja nie. Zawsze tylko to gadanie, że spodnie za małe (te jeszcze z liceum pewnie), dekoltu brak i bad hair day co drugi dzień.

My kobiety niezwykle surowe w osądach jesteśmy, z tego słyniemy, zwłaszcza w tych wobec siebie! I nie tylko otoczenie na tym cierpi, ale przede wszystkim my same.
Skomplementujesz taką w pracy, że świetna fryzura, że but niesłychanie modny, to najpewniej zaraz Ci listę swoich wad wyłoży. Bo ta bluzka dzisiaj źle leży, cień nie pasuje do tęczówki, fatalnie dobrany. I zrozum to dziewcze. Czemu ona sobie to robi, zamiast zwiekszyć dystans, siebie rozpieszczać i kochać i dla siebie być podporą, pociechą, a nie draniem, co najdłuższą szpilę wbija, najokrutniejszy wydaje osąd. Bo siebie szanować trzeba. Nie będzie miał szacunku do Ciebie obcy, gdy sama nie zaczniesz się cenić.

Weź spójrz czasem na płeć przeciwną, na tego mężczyznę dumnego, który swój piwny brzuch jeszcze mocniej do przodu wypina, który sobie nic do zarzucenia nie ma i z czystym sumieniem przy faktach po 18, 20 czy po północy swój głód zaspokaja. Który nie chodzi dniami, tygodniami i latami z kwaśną miną po domu, bo by mu się schudnąć przydało, o tej siłowni nie nawija, że to konieczne, że by zacząć trzeba. Nie łamie sobie głowy, kiedy czas na jogging znaleźć. Zen, pełna akceptacja. Jakie to jego życie proste, zero jedynkowe. Bez presji, prostolinijne, nieskomplikowanie oczywiste!

Czy to sprawka wieku, mijającego czasu, że ja, najbardziej krytyczna z krytycznych tej akceptacji u siebie zaczynam szukać? Że już mnie to śmieszyć zaczyna i stąd ten tekst z przymróżeniem oka, że sobie odpuścić próbuję i katować się tymi smętnymi myślami nie zamierzam? Że na tego wyżej faceta patrzę i od niego uczyć się chcę. Bo gdybym nie była zadowolona ze swojego wyglądu, to wszystko w moich rękach, czy tam nogach. To kwestia tylko ode mnie zależna.

Ciastko bez wyrzutów sumienia lepiej smakuje, a ciuch lepiej się nosi. Uśmiech odejmuje lat i tuszuje nieskonałości, a wart miliony.

No więc gdy nie jesteś zadowolona ze swojego wygladu, proszę, nie gneb sie, nie zamartwiaj. Potraktuj problem dojrzale. Albo coś z nim zrób, albo porzuć w niepamięć!