Z tym moim szyciem jest tak… mogłoby się wydawać, że skoro uszyłam już tak wiele, to umiem szyć. W miarę upływu czasu, w miarę coraz wyższych ambicji krawieckich zauważam jednak, jak wiele mi brakuje. Nie wprawy, nie umiejętności czy chęci, ale takiej wiedzy praktycznej. Chcę by to szycie moje stało się czystą przyjemnością, a niestety bywa tak, że zamienia się w walkę z maszyną, tkaniną, nićmi. Jakiś czas temu zapisałam się na kurs szycia. Postanowiłam wziąć byka za rogi i zmierzyć się z prawdziwym krawiectwem. Co wybrać, kurs dla zaawansowanych, czy dla początkujących?  Postawiłam na pracę „u podstaw”, bo tych podstaw mi bardzo brakuje. Najwyżej będę się nudzić. Faktem jest, że o krawiectwie wiem tyle co nic, a interesuje mnie dokładnie wszystko.

Nie bez znaczenia tutaj jest fakt, że taki intensywny kurs, to też niemal jedyna dla mnie okazja do oderwania się od, bądź co bądź, monotonnej codzienności. Tatuś ma okazję pobyć z dziećmi, dzieci swą szansę na odpoczynek od mamy. Wszyscy korzystamy po równo!

No więc dzisiaj nadszedł ten dzień. Pełna zapału, w świetnym nastroju (choć nie bez obaw o męża i dzieci!;)) wybrałam się na kurs. Nie ma takiej rzeczy, która mój zapał mogłaby stłumić. Było ciekawie, kameralnie, miło i… trochę zimno. Po pierwsze bardzo podoba mi się miejsce w którym odbywa się kurs. To forum mody, loft pełen designerskiej odzieży. Choć w samym forum zdarzało mi się być, to o tej jego części nie miałam pojęcia. Całe to otoczenie jeszcze bardziej podkręciło moją kraftową zajawkę. Z pełną pokorą przyznaję jednak, że o prawdziwym szyciu wiem niewiele. Nie mam już złudzeń. Jeśli nawet jeszcze wczoraj wydawało mi się, że coś wiem, to dzisiaj miałam szansę tę wiedzę zweryfikować. Ma się ona nijak do szycia z prawdziwego zdarzenia. Chyba nadszedł właściwy moment, czas najwyższy, by to moje szycie na oko, na skróty weszło w nowy etap. Dowiedziałam się sporo o tkaninach, nauczyłam się właściwego ściągania miary. Magda, która prowadzi kurs rzuciła też swoim fachowym okiem na moją maszynę i od razu wychwyciła pewne błędy w użytkowaniu. Nie sprawi to, że moja wątpliwej jakości maszyna nagle zacznie idealnie szyć, ulży jednak nieco moim z nią walkom.

Konstrukcja spódnicy na swoja miarę, jej wykrój i szycie, to główne wątki tego spotkania. Oprócz kursu zyskam również nową część garderoby. Po dzisiejszym dniu jestem bardzo zadowolona i pełna zapału. Takich spódnic uszyję z tysiąc. Rozpocznę chyba domową masową produkcję! Poszukuję już nawet kursu nr. 2.

Ktoś ma coś do polecenia?

IMG_1522

FullSizeRender (69)

 IMG_1524

IMG_1531

IMG_1533