Moja pracownia… kolejna odsłona! Mam dla Was kilka nowych ujęć. To tutaj spędzam długie wieczory przy maszynie. Na szczęście dla śpiących członków rodziny, usytuowana w najgłębszym rogu na piętrze. Wystarczająco daleko, by nie dochodziło do nich światło, zbyt jednak blisko, by wygłuszyć stukot maszyn;)) Choć jeśli chodzi o dzieci, to ten stukot towarzyszy im właściwie od urodzenia, kołysze ich do snu:D

W miniony weekend przeżyłam coś fantastycznego! Oprócz cudownej Lany Del Rey (bo taka była – bez ściemy!), ta sesja! Pracowni i moich ciuszków. Prace pochłonęły nam dwa dni. przerywane wieczornymi wypadami na Kraków Live Festival. Bez wątpienia było warto! Ten czas spędzony z Marceliną i z Maćkiem, to dla mnie takie oderwanie od rzeczywistości, doświadczanie, przeżywanie sztuki. Bardzo szybko wczułam się w klimat profesjonalnej sesji zdjęciowej:) Śmiem twierdzić, że mogłabym się przyzwyczaić. Spójrzcie na te zdjęcia, widać różnicę, prawda?

Amelie-Workshop-006

 

Amelie-Workshop-012

 

Amelie-Workshop-016

A pod zdjęciami pracowni… kolejna odsłona, tym razem w kolorze!

Amelie-Workshop-020

 

Amelie-Workshop-022

 

Amelie-Workshop-029

No i jak Wy to widzicie?

Tydzień wypełnia nam adaptacja przedszkolna. Nasz Maluch jest tak wprawiony w te klimaty, że czuje się jak ryba w wodzie. Tak więc z czystą przyjemnością i uśmiechem na twarzy zapoznajemy się z nowym miejscem i tego samego życzymy wszystkim rodzicom początkujących przedszkolaków!

A Wy piszcie, dajcie znać, czy warto? Czy to w ogóle ma sens?