img_4289

Dzisiaj słowo o maszynach na których szyję. O maszynach, które mają dla mnie ogromną wartość, które sprawiają, ze moje domowe szycie, to czysta przyjemność, a nie zmaganie ze sprzętem. Uśmiecham się na samą myśl o nich! Szycie takimi maszynami jest o wiele łatwiejsze.

Ale zacznijmy od początku. Przygodę z szyciem rozpoczęłam dokładnie 4 lata temu. Będąc w końcówce ciąży zdecydowałam się na zakup Singera i był to z wielu powodów mój najlepszy zakup w tamtym czasie. Cztery lata, to długo, być może i wystarczająco długo, by opanować sztukę szycia, ale był to też dla mnie niezwykle intensywny czas. Moje szycie na maszynie odbywało się w tzw zrywach. Czyli gdy naszła mnie wena, to szyłam przez tydzień, po czym odkładałam maszynę w kąt na długie miesiące. Tym samym nie zrobiłam większego postępu.

Wraz z drugą ciążą, prawie porzuciłam moją rodzącą się pasję. Można by rzec, że powróciłam do niej po latach…(dwóch). Ale za to z jakim rozmachem!

Gdy zaczęłam regularnie szyć, Singer bardziej mi przeszkadzał, niż pomagał. Znienawidziłam go. Była to raczej walka ze sprzętem, niż przyjemność, a jednocześnie wiedziałam już, że szycie to nie zwykła zachcianka, ale prawdziwa pasja. Dlatego zdecydowałam się na zakup cudownej Janome 5060DC.

Ruszyłam do przodu. Dzięki tej maszynie zaczęłam szyć rzeczy trudniejsze i wymagające większej precyzji, bo mogłam skupić się na pomysłach, nie tracąc czasu na zmagania z brzydkim ściegiem.

Moje szycie nabrało innego wymiaru. Stało się czystą przyjemnością. Ta maszyna niezwykle uprzyjemnia szycie, posiada wiele wygodnych funkcji. Nie zdecydowałabym się na taki wydatek na samym początku mojej przygody z szyciem, ale jestem pewna, że za pieniądze, które wydałam ma Singera, mogłam kupić coś lepszego.

Kolejnym krokiem, po miesiącach intensywnego szycia, był zakup overlocka. Szyję dużo rzeczy dla dzieci z popularnej obecnie dresówki. Mówcie o niej co chcecie, ale ja nie mogę się oprzeć tym wzorom i wygodzie w użytkowaniu. Szukałam, czytałam. ONA i jej recenzje, są bezkonkurencyjne. Postawiłam na pewniaka i tak w mojej pracowni zagościł boski MyLock 744D. Na bieżąco możecie obserwować moje postępy w szyciu, jakość ubrań i szwów, które pokazuję na blogu.

Liczą się umiejętności, to prawda, ale żadna prawdziwa krawcowa nie spojrzy przecież w kierunku mojego byłego Singera. W tym wypadku jakość ma duże znaczenie. Pasja, akurat ta szyciowa, potrafi kosztować. Są jednak pewne rzeczy, na których oszczędzać nie warto, bo wydatek zwróci nam się z nawiązką, choćby w postaci czystej przyjemności:)