Różowy, z subtelnym popielatym akcentem. Delikatny, ażurowy dywanik. Będzie idealnie pasował do różowych serduszek w jej pokoju i być może do różowego łóżeczka i do różowych półeczek, a na półeczkach, różowych laleczek… Czy może być jeszcze bardziej cukierkowo?

Gdy nie jest się matką, jest się napewno znawczynią, ekspertką w dziedzinie macierzyństwa. Każda z nas już wtedy wie, jak będzie wyglądała jej idealna codzienność z jej idealnym dzieckiem, które będzie wychowywane najmądrzej na świecie, bo przez nią samą:D Z tej perspektywy, kwestia wychowania dziecka może wydawać się taka prosta! I ja tak miałam, takie myślenie czarno – białe, to jest dobre, a to złe. Bez kompromisu! Tylko w międzyczasie stałam się… no właśnie, Matką!

Ten okres młodzieńczej ułudy, dawno miął, odszedł w niepamięć. Od tamtych chwil nieco się postarzałam, być może zmądrzałam.. być może nie… Ale napewno, wraz z przyjściem na świat pierwszego dziecka, rozpoczęłam długą i mozolną wędrówkę śladami rodzicielskiego doświadczenia. No i cóż! Moja córka ogląda bajki, czasem nawet sama kupię jej coś słodkiego, zdecydowanie ma się za księżniczkę, a od stóp do głów ubiera się cała na różowo. Nie śmiem nawet z rana wyciągać spodni, bo awantura gotowa. Mogłabym, owszem! Uprzeć się, ubrać na siłę w te moje szare ciuszki i sprawić jej przykrość. Odciąć od mediów i wychować współczesnego analfabetę. Kategorycznie zabronić słodyczy, ale ze świadomością tego, że gdy tylko przekroczy próg szkoły, nie będę miała na ich ilość już żadnego wpływu. A tak, całą w tych różowościach, rozłożystych balerinach, ubraną w różdżkę i koronę, czasem z lizakiem w ręku i przed ekranem monitora, szczęśliwą ją widzę! Uśmiechniętą i tak radosną, że chce jej się tańczyć. To jest jej świat, dziewczęcy, różowy świat, a obok niej, świat kochającej ją nad życie mamy, nieustannie poszukującej kompromisów.

Mam gdzieś z tyłu głowy różne poglądy na wychowanie, przeczytane książki, artykuły, wypowiedzi znawców, rozmowy z koleżankami – matkami. To, jak wychowujemy, wpływa na postrzeganie świata, owszem. Z wielu kwestii zdaję sobie sprawę, ja to wszystko dobrze wiem, ale mierzę swoją miarą. W całej świadomości problemu, nie mam w sobie takiej mocy stwórczej… ani chęci, by odgrodzić ją od świata, by stworzyć odludka, by weryfikować każdą rzecz z którą się styka, by zabronić innym nazywania jej księżniczką, choć tak naprawdę każdy z nas to lubi. Sztuka rodzicielstwa musi opierać się na zaufaniu do dziecka. I na przekonaniu, że będzie kiedyś na tyle mądrym człowiekiem, by samo mogło przesiać zdobyte w swoim życiu informacje i określić, co jest dobre, a co złe. Co ma wartość wymierną, a co jest stekiem bzdur (książę na białym koniu, wybierający sobie żonę spośród setek panien…buahahahaha).

Stąd ten dywanik, mięciutki, różowiutki, z sercem na dłoni, z całą moją miłością, podziwem i akceptacją jej różowo – księżniczkowych zapędów:)

SAMSUNG CSC

 

SAMSUNG CSC

 

SAMSUNG CSC

 

SAMSUNG CSC

 

SAMSUNG CSC