IMG_1313

IMG_1310

IMG_1311

Wieki temu, podczas lektury pewnej książki (która natenczas miała mi chyba pomóc w błyskawicznym zrobieniu kariery, tak przynajmniej wnioskuję po tytule:D), natknęłam się na metodę podejmowania decyzji, która bardzo przypadła mi do gustu. Oprócz wielu cennych uwag na temat pracy na etacie, autor nie omieszkał wspomnieć o swojej żonie i to był strzał w dziesiątkę. Na tej reklamie zyskała nie tylko Suzy, ale i ja.

O czym mowa? Owa Suzy wpadła na świetny pomysł, sposób priorytetowania, niezwykle pomocny głównie przy podejmowania decyzji. To sposób segregacji, albo lepiej, wartościowania wyborów życiowych, mający zastosowanie w wielu dziedzinach życia. Mówiąc w skrócie metoda ta obrazuje, jak zmienia się perspektywa podejmowanej decyzji na przestrzeni upływającego czasu, a dokładniej w ciągu dziesięciu minut, dziesięciu miesięcy i dziesięciu lat.

Ten ten ten.

Niby taki banał, a jednak ma głębsze znaczenie, bo pozwala nam dostrzec nasze wewnętrzne pragnienia i kierować się w życiu tym, co dla nas naprawdę ważne. Spróbujcie teraz pod ten wzór podłożyć dowolny problem, dowolną rozterkę, a najlepiej decyzję do podjęcia i rozważyć jej skutki w danym okresie czasu.

Ja dla przykładu posłużę się pracującą matką. W nowej wymagającej pracy prędzej czy później nadchodzi ten dzień, kiedy z ust szefa pada pytanie: ” Możesz zostać dłużej?” I tutaj opcje są dwie:) Ta najwłaściwsza w danej chwili: Jestem przecież nowa, chcę sobie wyrobić dobrą opinię, nie mogę odmówić, mogę przecież raz postawić świat na głowie, uruchomić kontakty i koniec końców spędzić wieczór w pracy, a dziecku zapewnić miłe towarzystwo. Przecież raz nic mu się nie stanie, a każdy inny wieczór będę na posterunku. No i skutek tej sytuacji w ciągu najbliższych dziesięciu minut jest taki, że szef będzie usatysfakcjonowany moją decyzją, a dziecko jakoś to przeżyje.

Gdy spojrzę na moją decyzję i jej skutki w perspektywie dziesięciu miesięcy, okaże się, że owo: „Tak, mogę zostać dłużej”, dało mojemu szefowi jasny komunikat: To osoba, która podejmie się nadgodzin. Pytanie o nadgodziny zacznie pojawiać się coraz częściej, być może stanie się moją normą. Może ten jeden raz moje dziecko przełknie wieczór z babcią, będzie nawet całkiem zadowolone, ale już w perspektywie dziesięciu miesięcy i częstych nadgodzin, dotkliwie odczuje moją nieobecność. Perspektywa 10 lat to w pierwszym przypadku zapewne świetlista kariera, w drugim natomiast mocno naderwane więzi rodzinne i głęboko zakorzeniony żal mojego dziecka do mnie. Oprócz tej wyimaginowanej historii ważne jest to, że ta metoda pokazuje, jak nasze pragnienia wartościować. Odkrywamy, co w życiu ważniejsze. Prawda, że diametralnie zmienia się perspektywa? Bo gdy owej szefowej pierwszego dnia odpowiem nie, ciężką pracą i tak udowodnimy, że można na nas polegać. Oprócz pracy będziemy mieć życie rodzinne i popołudnia spędzone z dzieckiem. Nasze dorosłe dziecko będzie wspominać domowy obiad, zabawy i rozmowy z mamą.

Takich sytuacji na co dzień mamy tysiące, dlatego warto użyć szerszej perspektywy.

Co sądzicie o takim podejściu do problemu?

A oto link do prezentacji 10 10 10 po angielsku.

 

IMG_1297

IMG_1296

IMG_1295

IMG_1294

IMG_1308

IMG_1307