FullSizeRender (52)

Czasami sama utrudniam sobie życie, z byle powodu zamartwiam się stekiem bzdur. Choć bezgranicznie kocham swoje dzieci, to wiem, że popełniam błędy. Każda matka, właśnie przez tą miłość wielką i chęć przychylenia nieba swym pociechom, chce być idealna. Gdy coś nie idzie po jej myśli, robi sobie milion wyrzutów, wymyśla problemy. Czy to nie z tej miłości wielkiej?

Noszę na swoich barkach słodki ciężar wychowania swoich dzieci na ludzi. Słodki, jednak z naciskiem na ciężki. Choć mam się za świadomą i dobrą matkę, to chwile zwątpienia mi się zdarzają. Uginając się pod presją kreowanego w mediach cudownego rodzicielstwa (nijak mającego się do rzeczywistości), mam w zwyczaju rozwodzić się nad pewnymi zachowaniami moich dzieci, analizować i w efekcie końcowym, obwiniać siebie o brak konsekwencji, brak zaangażowania czy błędy wychowawcze.

Ostatnio, przez natłok pracy, nasilające się zmęczenie i brak snu wbiłam sobie do głowy pewną myśl, która kiełkowała, aż w końcu zawładnęła mną zupełnie i wypłynęła zupełnie przypadkiem podczas pewnej rozmowy. Moja Mała jest już bardzo samodzielną dziewczynką. Chętnie zostaje u innych, bo od małego była do tego przyzwyczajana. Żłobek, wizyty u babć, czy moje regularne wychodne, to wszystko sprawiło, że rozłąka z mamą nie jest dla niej powodem do smutku. Jestem z tego bardzo dumna. Cieszy mnie jej odwaga i ta samodzielność właśnie. To, że nie uzależniłam jej od siebie. Jest jednak jeden słaby punkt tej sytuacji. Mała mimo częstych rozmów jest bardzo ufna, kocha co drugą ciocię i bez wahania poszłaby za rękę z każdym, nie oglądając się za mną. Gdy przyjeżdżam gdzieś po nią, raczej nie cieszy się na mój widok. To wszystko, ten natłok sytuacji sprawił, że wmówiłam sobie, że coś jest nie tak. Moja córka mnie nie kocha. Napewno coś robię nie tak jak trzeba. Jestem złą matką.

W chwilach słabości, natłoku obowiązków połączonym z jesiennym przesileniem, łatwo można dać się ponieść. Dlatego ważne jest to, żeby matki były dla siebie wsparciem, bo ja w tym właśnie momencie zwątpienia trafiłam na odpowiednią matkę. Nie tę, która powiedziałaby mi, że z moim wychowaniem jest coś nie tak, ale na tę właściwą, najwłaściwszą! Taką, która poświęciła mi swój czas, nie sypała cennymi radami, ale postawiła mnie do pionu i powiedziała, dlaczego moja córka taka właśnie jest. Ona sprawiła, że moja pewność w wychowaniu dzieci powróciła na swoje miejsce. A więc pełna sił, nowej energii życzę sobie i Wam tego, żeby matka matce była przyjacielem, nie wilkiem.

Karolinie w podzięce za postawienie do pionu!

A Wy? Wspieracie czy krytykujecie inne matki?;)

FullSizeRender (53)

FullSizeRender (51)