FullSizeRender (24)

To normalne, że niektóre kobiety odnajdują powołanie poświęcając się bez reszty swoim dzieciom. Ale ja nie muszę taka być i nie widzę w tym odstępstwie od reguły nic złego. Zamknięcie w domu nie jest gwarantem szczęścia malucha, przynajmniej nie w moim przypadku. Są kobiety, które, nie czują się dobrze w permanentnym oderwaniu od dorosłego świata i w tym gronie znajduję się też ja. Jeśli bliżej Ci do mojego typu matki, to pamiętaj, że ciąża, a zwłaszcza ta pierwsza oraz urlop macierzyński, to może być czas który wykorzystasz dla siebie. Zrobisz coś, o czym zawsze marzyłaś. Jest to kwestia do rozważenia tym bardziej, gdy nie lubisz intelektualnej bezczynności. Pamiętaj, że już za chwilę zostaniesz matką i czasu będziesz miała jak na lekarstwo.

FullSizeRender (23)

FullSizeRender (25)

FullSizeRender (27)

I mnie się udało, chociaż wybitnie dobrze zorganizowana nie jestem. Jest więc szansa i dla Ciebie. Korzystaj, bo mając dzieci będziesz musiała się nieźle nagimnastykować, żeby wygospodarować wolną godzinę.

Pierwsza ciąża to dla mnie oprócz przykrych wspomnień mdłości i ciągłego złego samopoczucia, czas, który w pełni wykorzystałam, główne pod kątem rozwoju osobistego. Te właśnie mdłości i osłabienie, dodatkowo zakaz pracy, sprawiły, ze całe dnie spędzałam na czytaniu. Moje życiowe maximum to 400 stron w 8 godzin. Nigdy wcześniej ani później nie mogłabym sobie na to pozwolić. Robiłam dodatkowe kursy, nadrabiałam angielski, ale coś, z czego jestem najbardziej dumna, to nauka nowego języka. W okres ciąży i urlopu macierzyńskiego uczyłam się języka norweskiego i nauczyłam się dużo. Mój trud zaowocował nawet pierwszą propozycją pracy.

Szczerze przyznaję, że w drugiej ciąży było już znacznie gorzej. Długo pracowałam, miałam już córkę, która potrzebowała mojej uwagi. Natłok obowiązków sprawił, że byłam bardzo zmęczona i ciężko było mi ogarnąć samo domostwo, nie było więc mowy o dodatkowych zajęciach.

Ten norweski z czasów pierwszej ciąży był dla mnie idealną odskocznią od domowych obowiązków. Raz w tygodniu wychodziłam, mogłam przez chwilę pobyć, porozmawiać z innymi ludźmi. Mobilizował mnie do działania! Dałam radę mając niemowlaka, który praktycznie nie spał.

Zyskałam nie tylko ja, ale i moja córka. Oszczędziłam jej widoku znudzonej, udręczonej mamy, bo w ten sposób w moim przypadku objawia się brak działania i dłuższe zamknięcie w trzydziesto – kilkumetrowym mieszkaniu:) W zamian za moje wyjścia, córka otrzymała niezastąpione chwile „sam na sam” z tatą. Tata zaprawił się w bojach i nie straszne mu teraz nawet samotne wieczory z naszą wesołą dwójką.

Z mojej perspektywy zrobić coś warto, bo daje to olbrzymią siłę do działania, wietrzy rozum i pozwala zachować zdrowe podejście do macierzyństwa.