FullSizeRender (12)

Bycie matką pełnoetatową, brak pracy, kontaktu z ludźmi… bywa to ciężkie. To trochę tak, jakby ktoś nagle odciął mnie od innych i ograniczył mój świat do kilkudziesięciu metrów kwadratowych, tudzież parku i okolicznego sklepu. Nie muszę przekonywać samych matek, doskonale wiecie jak to jest, ale otoczenie owszem. Wydaje się, że nie ma nic przyjemniejszego, niż porzucenie pracy i przebywanie na co dzień w domu. Tylko że wszystko ma swoje granice. Dlaczego starsi ludzie kurczowo trzymają się pracy i nie chcą słyszeć o wcześniejszej emeryturze? Otóż jest w tym szkopuł!

Wychodzenie z domu do ludzi zmusza nas poniekąd do dbania o siebie i o świeżość umysłu. Jesteśmy na czasie, bo obracamy się wśród ludzi, obserwujemy ulicę. Gdy opuszczamy progi domu, właściwie na każdym kroku jesteśmy atakowani toną informacji, zupełnie nieświadomie poszerzamy swoje horyzonty. Każda konwersacja coś wnosi, choćby rozrywkę. Jesteśmy w ruchu, ciągle coś się dzieje i chociaż lubimy ponarzekać na pracę, na szefa, czy z utęsknieniem czekamy na dzień urlopu, to praca jest swego rodzaju motorem napędzającym nas do działania. Nagromadzenie obowiązków domowych i zawodowych nierzadko przytłacza, ale zmusza nas też do sprawnego łączenia tych czynności, działania w rutynie, jesteśmy po prostu bardziej produktywni. Szybko i sprawnie ogarniamy wszystko. Jak docenia się weekend z dzieckiem z perspektywy osoby pracującej? Czy nie staramy się wykorzystać wolnego dnia co do minuty? A dzieciom oddajemy siebie w całości.

Nagle zostajesz w domu. Niewielka ilość wolnego czasu i to uwiązanie przy dzieciach, stopniowo odcinaną Cię od świata zewnętrznego i plączą w swe niewidzialne sidła. Widujesz męża, od czasu do czasu kogoś z rodziny, ale to wciąż dość hermetyczne środowisko. Jakiś program informacyjny wieczorem, w ciągu dnia ciężko Ci nawet zakodować radiowe fakty. Oj skąd ja to znam… W moim przypadku te niewidzialne sidła jawią się jako ciężkie łańcuchy!

Przytłaczają mnie nie dom, nie dzieci, ale to poczucie oderwania od rzeczywistości i samotność. Mam wrażenie, że każda rozmowa ze mną ogranicza się do rozmowy o dzieciach i, że ta chwila, gdy śpiewnym głosem, z dziecinnym uśmiechem na ustach uraczę Panią na poczcie moim bajkowym: „dzień dobry”, jest już blisko.

Dbam o siebie, staram się być na bieżąco, brak mi jednak tej werwy, tego przymusu…lecz najbardziej doskwiera mi niemożność przebywania z dorosłymi ludźmi. Taki jest ten czas, taki specyficzny etap w życiu, że ma się to największe szczęście obok siebie, a tęskni za czymś tak banalnym i niezauważalnym. Czy jest na to jakaś rada?

FullSizeRender (9)

FullSizeRender (8)

 FullSizeRender (10)

FullSizeRender (7)