Dobrych parę lat temu zdecydowaliśmy się na życie bez telewizora. Dlaczego?? Główny powód był dość prozaiczny, nie taki głęboki, jakby się mogło wydawać. Nie mogłam go znieść, bo był stary i malutki. Tak malutki, że co jakiś czas przesuwaliśmy go coraz bliżej, żeby móc oglądnąć jakiś program. Kwestia ciekawości czy pogarszającego się słuchu lub wzroku?:) Okazja do pozbycia się tegoż czasoumilacza nadarzyła się, gdy postanowiliśmy przenieść się do nowiutkiego, świeżutkiego mieszkania. Nasz stary przyjaciel zupełnie tam nie pasował, a zakupu nowego z braku funduszy nawet nie rozważaliśmy. Więc tym oto sposobem udało mi się przekonać uzależnionego lubego, do zutylizowania wiekowego sprzętu:)

Jak oceniam życie bez telewizora? Czy wyszło nam to na lepsze? Czy w ogóle jest jakaś różnica?

Nasze życie z telewizorem wyglądało następująco: Wracaliśmy z pracy dość późno, bardzo zmęczeni, zwłaszcza w jesienno – zimowe wieczory. Po obiedzie zalegaliśmy przed TV i około godziny 21 znajdowaliśmy się już w ramionach Morfeusza. Efekt tego był marny, energii brakowało nam dosłownie do wszystkiego. Wieczory stały się jeszcze bardziej przytłaczające, na pewno nie były to chwile błogiego odpoczynku. Straszne marnotrawstwo czasu plus zupełny brak energii. Brak telewizora zdecydowanie poprawił jakość mojego życia. Miałam więcej czasu na czytanie, robienie tysiąca innych rzeczy, bo przecież nie chodziłam spać o 21. Mogłabym się nad tym rozwodzić, ale to dość łatwe do wizualizacji.

Nie neguję posiadania telewizora, myślę raczej, że to kwestia umiejętnego korzystania z niego. My jesteśmy nałogowcami, bo gdy go mieliśmy, był po prostu włączony.

Jednak do tej pory jest kilka kwestii, które mocno utwierdzają mnie w słuszności naszej decyzji. Odwiedzając rodziców zasiadam przed TV i z rozczarowaniem stwierdzam, że w ciągu weekendu nie udaje mi się oglądnąć programu godnego uwagi. Zdecydowana większość audycji, które koduję, to reklamy. Poza tym spoza setek kanałów ciężko wybrać jeden interesujący. W piątkowe i sobotnie wieczory przed TV skazana jestem na zazwyczaj nietrafiony film. Może to kwestia przyzwyczajenia, ale zdecydowanie wolę sama wybrać film, który umili mi wieczór.

Jasne, że moje dziecko ogląda bajki, ale to ja decyduję o tym kiedy i jaka to będzie bajka.

Bylibyście w stanie, tak jak ja, żyć bez telewizora?